Święta i inne wyzwania …

Moi drodzy,

Ze względu na obciążenie związane z pisaniem książki i terminami z tym związanymi muszę trochę tymczasowo rozluźnić prace na portalu. Dlatego już dzisiaj pragnę wszystkim którzy trafią tutaj w okolicach Świąt powiedzieć…

… iż są domy w których płoną światła lamp i ogień skrzy się w kominku, w których ludzie dzielą się chlebem odmawiając przy tym modlitwę. I choć niejeden nieszczęśnik potyka się w ciemnościach i błądzą całe narody – dopóki Bóg czuwa nad owymi domami, wciąż jeszcze możemy mieć nadzieję.

Wesołych Świąt wszystkim internautom

i bajka …

O puszystym i puchatym.

Bardzo dawno temu gdzieś daleko było dobre miasto. Jego mieszkańcy żyli szczęśliwie, śmiali się, bawili i nigdy nie chorowali. W mieście tym było bardzo dużo puchatego i puszystego. Puchate było miękkie, puszyste, bardzo lekkie i miłe w dotyku. Ludzie mieli taki zwyczaj, że, kiedy spotykali się ze sobą, dzielili się puchatym i puszystym mówiąc: Tobie puchate i mnie puchate, mnie puchate i Tobie puchate. A kiedy się dzielili puchate i puszyste rosło i było go jeszcze więcej. Tak trwało bardzo długo i ludzie nauczyli się ze kiedy puchate i puszyste rośnie ich życie staje się piękniejsze, serca wypełniają się miłością, a ciało jest zdrowsze.

Pewnego dnia do szczęśliwego miasta przybyła czarownica. Czarownica jeździła po całym świecie i sprzedawała ludziom swoje czary i lekarstwa. Jednak w dobrym mieście nikt nie chciał kupować lekarstw i nie potrzebował czarów, bo wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi.
Czarownica chodziła po mieście przyglądała się ludziom i ich zwyczajom i nie rozumiała, dlaczego nie może niczego sprzedać. Po pewnym czasie zorientowała się, że wszystkiemu winne jest puchate. Kiedyś obserwując jak ludzie się nim dzielą postanowiła uwolnić ich od puchatego i puszystego i powiedziała do jednego z mieszkańców: Wiesz? To puszyste i puchate, które dostałeś od swojego przyjaciela to wcale nie było jego puszyste i puchate. On oddał Ci tylko to, co wczoraj dostał od Ciebie.

A do innego mieszkańca powiedziała: Czy zauważyłeś, że Twój sąsiad dał Ci wczoraj mniej puszystego i puchatego niż Ty dałeś jemu?
Krążyła po mniecie tak długo aż zatruła ludziom serca i ludzie zaczęli się sobie nieufnie przyglądać. Coraz rzadziej dzielili się puchatym i puszystym i chowali je w domach i szufladach zazdrośnie strzegąc i bojąc się, że je stracą. A puszystego i puchatego, którym nikt się nie dzielił było coraz mniej.

Pewnego dnia czarownica dała jednemu z mieszkańców trochę kolczatego i powiedziała: Tobie kolczate i mnie kolczate, mnie kolczate i Tobie kolczate. I kolczate urosło. Ludzie zaczęli się dzielić ze sobą kolczatym. Pojawiły się choroby, szczęście zaczęło znikać z dobrego miasta, a ludzie stali się smutni i niemili dla siebie. Mijały dni, miesiące i lata. Czarownica sprzedawała ludziom swoje lekarstwa i stawała się coraz bogatsza. Kiedy potrzebowała więcej pieniędzy dzieliła się z ludźmi kolczatym i wtedy ludzie więcej chorowali i przychodzili do niej po leki.

Pewnego dnia dwoje dzieci bawiąc się ze sobą na strychu znalazło w starej skrzyni puszyste i puchate, które dorośli dawno temu schowali żeby nikt im nie zabrał. Kiedy je oglądali rozerwali je na dwa kawałki i podzielili między siebie. I puszyste i puchate natychmiast urosło a dzieci poczuły, że w ich sercach pojawiła się jakaś radosna nuta. Pobiegły do rodziców i podzieliły się z nimi mówiąc: Tobie puchate i mnie puchate.
I puchate znów urosło.

Od tej chwili ludzie zaczęli ponownie dzielić się ze sobą puszystym i puchatym i w ich sercach pojawiło się więcej szczęścia i radości a ciała mniej chorowały. Wtedy przypomnieli sobie o starym zwyczaju i dawnych czasach. Wypędzili złą czarownicę i starali się dzielić jak największą ilością puszystego i puchatego. Jednak w ich mieście istniało także kolczate, które kiedyś podarowała im czarownica.

I odtąd puszyste i puchate krąży miedzy ludźmi na przemian z kolczastym i tylko od ludzi zależy, czym się ze sobą dzielą. A to, czym się podzielą rośnie wypełniając ich serca i myśli.

Moje przekonania czynią ze mnie człowieka.

Opublikowano Różne | Otagowano | Skomentuj

Prosta droga do sukcesu – easy way to success:

Prosta droga do sukcesu – easy way to success:

– mocno tego chcieć/pragnąć
– uwierzyć że mogę, potrafię
– skoncentrować się, skupić na celu
– zadziałać

Rób to co zawsze, tylko zawsze trochę lepiej niż przedtem.

– reszta to już taktyka…

 

Opublikowano Przemyślenia, Różne, Sprzedaż, Szkolenia | Otagowano , , , , | Skomentuj

Handel, sprzedaż i emocje…

Jak ważne są emocje w handlu? Jak istotne w sprzedaży, szczególnie sprzedaży bezpośredniej?

Emocje są istotą człowieczeństwa. Według badań 90% decyzji jest podejmowanych pod wpływem emocji, nie zaś jak się nam wydaję, rozumu. Umysł jest „producentem” jedynie 10% decyzji. 

W związku z czym, emocje są najbardziej kluczowym czynnikiem życia, a co za tym idzie, przekłada się to na każdą jego dziedzinę. Czyli również handel, czy też jego część w postaci procesu sprzedaży.

Twoje emocje, a w zasadzie Twój stosunek do nich będzie prawdopodobnie podstawą Twego sukcesu lub porażki, tak w życiu jak i w pracy.

Twoje emocje mówiące Ci jak odbierasz otoczenie, ludzi wokół, wyzwania, obowiązki? Czego pragniesz, a co potrzebujesz? Jakie odczucia wzbudzają w Tobie wyznawane wartości?

To wszystko ukształtuje Ciebie i Twoje powodzenia lub/i porażki. To Twoje emocje powiedzą Ci co jest Twym sukcesem, a co porażką, to one nadadzą im sens i pozwolą wyciągnąć wnioski. Ponieważ same w sobie porażki i sukcesy nie wnoszą nic. Liczy się nasza reakcja na nie. Kohelet w swojej księdze w Starym Testamencie pisał „Wszystko to marność nad marnościami”. I o tym również zadecyduje Twoje serce i emocje.

Emocje, emocje, emocje, nawet w środku tłumu, nawet kiedy jesteś bogaty i uzdolniony potrafią zasiać gdzieś w duszy poczucie osamotnienia. Jeżeli nikt Cię nie zrozumie, nie zaakceptuje, będziesz zawsze czuł się wyobcowany.

Zadbaj o nie: o uczucia,  emocje, miłość, a wszystko inne będzie Ci przydane. Nigdy nie jest za późno, bycie człowiekiem oznacza codzienne wzrastanie i zmianę. Codziennie możemy zacząć nowe życie i nigdy nie jest za późno.

Opublikowano czyli po godzinach..., Przemyślenia, Różne, Sprzedaż, Szkolenia | Otagowano , , , , | Skomentuj

Sprzedaż bezpośrednia – tylko do produktów drogich i ekskluzywnych? cz. 2

W drugiej lecz myślę, nie ostatniej części o sprzedaży bezpośredniej pragnę zwrócić uwagę na dość ważny aspekt zazwyczaj pomijany.

Dość sporo mówi się o nieuczciwości sprzedawców. Nie chcę polemizować w przedmiocie przyczyn i skali zjawiska. Uprościłem swoje podejście do tej kwestii w dość potoczny sposób.

Nieuczciwość zawsze do nas w jakiś sposób wróci …  a ja nie chcę takich niespodzianek, w związku z czym nie rozsiewam jej swoim postępowaniem, wydaję się to być najzdrowszym postępowaniem (w moim odczuciu).

Opowiem teraz o pewnym łamaniu schematów. Jak wszyscy wiemy jest to postępowanie niestandardowe służące zaskoczeniu (najczęściej pozytywnemu) klienta.

Otóż zazwyczaj karmimy ludzi miłymi słowami, grzecznymi zwrotami, przyjemnym zachowaniem, spotkałem się z opinią klientki (podczas wizyty z handlowcem) –  że wy handlowcy to jesteście zawsze tacy mili, słodcy, że aż czasem mdli … szczerze i dosłownie. I chwała, że jeszcze są ludzie którzy mówią co myślą.

Dlatego ja też proponuję i propaguję styl szczerości, jako łamanie schematów naprawdę może być mocne 🙂 Dlatego nie do zastosowania zawsze i wszędzie.

Byłoby lepiej mi, Tobie może też. Gdybym powiedział co w rzeczywistości o Tobie myślę, zamiast wchodzić w śliską i oparta na fałszu relację.

Kiedyś gdy kierowałem jednym z oddziałów, w jednym z miast w naszym kraju. Dość szybko oddział ten stanął na nogi i zaczął przynosić dobre efekty/wyniki. Wcześniej były mierne. Wówczas z wizytą przyjechał mój przełożony i pyta – Darek powiedz mi jak to zrobiłeś, czy wziąłeś ludzi takich jak Ty jesteś, podobnych do ciebie, że tak szybko to stanęło na nogi? 

Wówczas przytaknąłem. Ale to nie była prawda. Ja nie chcę armii moich klonów przytakujących mi we wszystkim co powiem. To nie rozwija, to uwstecznia. Do przodu wiodą ludzie, którzy mają własne zdanie i potrafią (nie boją się) je wyrazić. Tylko wówczas można liczyć na konstruktywne pomysły. I tak powinien wygląd dział sprzedaży. Różni ludzie, odmienne osobowości, żywe charaktery spięte w 1 cel!

Opublikowano Dobre praktyki, Przemyślenia, Różne, Sprzedaż | Otagowano | Skomentuj

Etyka w Handlu, mit czy hit?

Czasami mam wrażenie, że etyka w biznesie, handlu, jest skrzętnie (w chwilach próby) „zamiatana pod dywan”.

Czyli dość często mówi się: postępujemy etycznie, dbamy o czysty biznes, nasza firma będzie prekursorem społecznie odpowiedzialnego handlu… trwa to do czasu kiedy nie staniemy przed dylematem: zachować się etycznie i być może stracić (teoria krótkookresowa), czy nagiąć się i zrobić „brudny” interes (i też stracić – teoria długookresowa).

Niestety najczęściej kończy się tak, iż będę/będziemy etyczny/etyczni … ale od jutra.

Pytanie czy w ogóle można być etycznym w dzisiejszym biznesie? Czy stać firmy na uczciwe i przejrzyste, zgodne z wartościami moralnymi powszechnie uznawanymi za dobre, działania.

Myślę, że odpowiedź nie jest wbrew pozorom, aż taka trudna. Lecz aby to uczynić musimy wiedzieć dokąd zmierzamy.

Czyli musimy potrafić określić cel do którego dążymy i przyjąć pewien stan/wygląd idealny naszego biznesu. A możemy się pokusić o taki stan perfekcyjny w przypadku każdego rodzaju działalności. Powinien być on oparty na wartościach etycznych, wzajemnym szacunku, gdzie celem jest dążenie do realizacji wartości powszechnie uznawanych za moralnie właściwe, dobre, i ich propagowania wewnątrz i na zewnątrz.

I naszą odpowiedzią winno być dążenie do tego celu.

Dlaczego dążenie?

Ponieważ nie ma ludzi idealnych to i ich dzieła nigdy nie będą bez skazy. Lecz jeżeli obierzemy cel, port, do którego zmierzamy i będziemy do niego konsekwentnie dzień po dniu dążyć, czasem robiąc duży krok, czasem przesuwając się o milimetr. Być może wielokrotnie upadając, lecz zawsze powstając. Nigdy nie dając się pokonać, wszak dopóki tego sam nie uznasz, nikt inny nie może pokonać Ciebie.

Tak czy inaczej każdego dnia dążąc do celu, zbliżamy sie do ideału, to choć nigdy zapewne nie dojdziemy do niego to i tak sama droga już uświęci nas.

 

Kochanie rzeczy, a używanie ludzi prowadzi do śmierci duszy.

Opublikowano Dobre praktyki, Przemyślenia, Różne | Skomentuj

Jakość stosunków między ludźmi jest wprost proporcjonalna do jakości komunikacji pomiędzy nimi.

Jakość stosunków między ludźmi jest wprost proporcjonalna do jakości komunikacji pomiędzy nimi.

Dewiza ta ma odniesienie zarówno w relacji zawodowej, jak i prywatnej, skrywanej w zaciszu naszych domów. W tym drugim obszarze może nawet jest ważniejsza. A może i nie, w zależności gdzie spędzamy większość czasu i jakie priorytety kierują nami w życiu.

Tym niemniej śmiem postawić tezę, iż bez dobrej komunikacji pomiędzy ludźmi nie ma szans na dobre stosunki pomiędzy nimi. I tak naprawdę nie ma znaczenia jaki obszar życia weźmiemy pod uwagę, ponieważ jest to wartość uniwersalna. Mająca zastosowanie w biurze i w domu. Jest to zależność oddziaływująca na siebie wprost proporcjonalnie. Być może każdy z nas może zwizualizować swoje doświadczenia np. odnośnie partnerów/małżonków „warczących” na siebie…, ciszę w biurze, gdzie każda próba rozmowy kończy się nie kontrolowanymi wybuchami złości i wzajemnych oskarżeń.

Rozwiązanie: nie ma prostych, a przede wszystkim łatwych dróg, nie wierzcie nikomu kto twierdzi inaczej, o ile oczywiście zmiany mają być skuteczne i z długofalowym efektem.

Musimy zrozumieć iż komunikowanie się i dzielenie jest jedyną drogą wiodącą do wspólnoty życia, celu, pracy …

Dlatego czy jesteś w stanie powiedzieć drugiej osobie kim jesteś, co myślisz, kochasz, szanujesz, poważasz, a czego nienawidzisz, obawiasz się, pragniesz, liczysz, w co wierzysz i się angażujesz?

Czy jesteś w stanie wysłuchać w tym samym drugiego człowieka?

Jeżeli tak to jesteś na dobrej drodze by się rozwijać, komunikować i budować swoje otoczenie.

Opublikowano czyli po godzinach..., Dobre praktyki, Przemyślenia, Różne, Sprzedaż, Szkolenia | Skomentuj

Sprzedaż bezpośrednia – tylko do produktów drogich i ekskluzywnych? cz1.

Myślę, że coraz częściej te pytanie pojawia się na ustach osób zarządzających sprzedażą, jak i samych handlowców próbujących określić swoją przyszłość.

Sprzedaż sama w sobie ma się dobrze, co prawda jest niemalże ustawiczną gonitwą za realizacją planów, a czasem paradoksalnie idzie w ilość, a nie w jakość, rozmnażając się przy tym w różne gatunki i rodzaje.

Sprzedaż bezpośrednia, pośrednia, e-commerse, detal, hurt, produkt, usługa, specjalistyczna, masowa, dyskont … traktując to przedmiotowo czy podmiotowo rodzi się mnóstwo możliwych hybryd.

Spójrzmy jednak na sprzedaż bezpośrednią, lata 90, pierwsza dekada XXI wieku w Polsce należała do tego kanału. Obecnie jednak daję się zauważyć pewną dewaluację tej formy.

Rozwój internetu, brak czasu, niechęć ze strony ludzi do spotkań osobistych, na których, ktoś, coś, będzie nam oferował. Przesyt … jeżeli już mam się spotkać to chcę się przygotować zebrać opinie, sprawdzić kontrahenta. Poza tym chyba wolę incognito, online, tak szybciej, zawsze mogę się wycofać, chcę najpierw przetestować … w takim zazwyczaj „sosie” każdy klient tkwi.

Na pewno można uspokoić branże wysoce specjalistyczne, na pewno te, gdzie kontrakty opiewają na dziesiątki, setki lub więcej tysięcy.  Tam jeszcze potrzeba handlowca, tam jeszcze się opłaca. A co z usługami i produktami o niższej wartości?

Tam zostaje kanał tradycyjny, tam nadal możemy oczekiwać, że klient sam do nas przyjdzie, jeżeli nie do sklepu to w necie trafi na naszą witrynę, może odnajdzie nas na Allegro lub na platformie zakupów grupowych, które obecnie teraz przeżywają swój boom.

Przez to albo dzięki temu duży kanał sprzedaży bezpośredniej został przesunięty z rąk sprzedawców do rąk informatyków. Proces sprzedaży powoli się automatyzuje, szukamy oszczędności, przechodzimy na sprzedaż via call center, e-commerse.

Taniej, szybciej, wydajniej. W zasadzie klient, chce dostać dobry produkt na dobrych warunkach, trzeba przedstawić mu porównanie, argumenty dlaczego powinien wybrać nas i zamknąć sprzedaż.

Opublikowano Dobre praktyki, Przemyślenia, Różne, Sprzedaż | Otagowano , , , | Skomentuj

Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko. Albert Einstein

Którą wybierasz Ty?

Słowa Einsteina jakoś zapadły we mnie i nie dają mi spokoju.

Jak się mają do sprzedaży, handlu?

Cóż, jeżeli ta domena znajduję się w gestii naszych zainteresowań to na pewno stanowi ona duży kawałek tortu zwanego życiem. Ponadto jeżeli wybieram drogę nr 2:  żyć tak, jakby cudem było wszystko, to również pragnę sprzedawać, zarządzać handlem, jakby cudem było wszystko powiązane z tym procesem, zajęciem.

Pragnę się tym zachwycić tak samo jak życiem.

Niemożliwością jest wieść szczęśliwe życie, doznając ustawicznych niepowodzeń w biznesie. Natomiast z dużym prawdopodobieństwem można zaplanować i realizować szczęśliwe (owocne, przynoszące satysfakcję i spełnienie) działanie w obu tych obszarach. Zbyt mocno są one od siebie uzależnione aby traktować je, jako całkowicie z sobą niepowiązane. Niestety albo stety, nasze dokonania na polu zawodowym (w aspekcie negatywnym jak i pozytywnym) pukają do domowych pieleszy czy tego chcemy, czy nie. W obrazie szczęśliwego człowieka odnajdującego spełnienie w dzisiejszych czasach, na pewno wśród priorytetów znajdzie się tzw. spełnienie, czy sukces zawodowy.

Jak do tego podejść i dojść?

Można zacząć od budowania pewnego typu samoświadomości i ćwiczeń, iż codziennie jestem nowym człowiekiem, codziennie jestem inny. Zresetujmy przeszłość, wczoraj było i już nie wróci, nie wskrzesimy minionego dnia, choćbyśmy nie wiem jak chcieli. Jutro będzie, nadejdzie (jak Bóg da) dopiero jutro. Powinienem się o nie dzisiaj zatroszczyć, nie powinienem się nim zamartwiać. Pomiędzy troską, a martwieniem się jest tak duża różnica jak pomiędzy dbaniem a znęcaniem się. W tym przypadku nad sobą. Troszcząc się dzisiaj o jutro dbam o siebie, o swoją przyszłość, o swoje dobrze samopoczucie, zdrowie, sukces. Martwiąc się maltretuję siebie i swoje zmysły i ciało również. Dlatego zajmę się tym „dzisiaj” bo to jest moje wczoraj i jutro skumulowane w teraz. A czym się dzisiaj na karmię, tym jutro się stanę.

Godzę się na zmiany, a nawet ich pożądam, ponieważ rozwój oznacza zmiany.

cdn.

 

Opublikowano czyli po godzinach..., Przemyślenia, Różne | Skomentuj

Wypalenie cd.

Temat wypalenia jest złożonym case study. To pewnego typu never ending story. Generalne zasady da się wyciągnąć, lecz możliwych wariacji przyczyn tego zjawiska jest liczba nieskończona.

Spróbuję na to spojrzeć z innej strony niż zazwyczaj bywa to przedstawiane we wszelkich teoriach i wykładach.

Przede wszystkim zwrócę uwagę, iż jest to naturalny element osobowości człowieka, który z racji potrzeb został przełożony na płaszczyznę zawodową. Każdy z nas i w domu i w pracy doświadcza uczucia znudzenia, niechęci do miejsc, osób, zajęć, wówczas mają miejsce (najczęściej) 2 scenariusze:

1. Dopada nas pragnienie wprowadzenia zmian w nas lub/i naszym otoczeniu, któremu się poddajemy i zmieniamy jego elementy, a zdarzają się rewolucje i czystki całkowite. Wymaga to jednak odwagi, oceniam odsetek takich osób na ok 20%. Jedni nazywają dogłębne zmiany wprowadzane przez tych ludzi odwagą inni głupotą. Najczęściej (pozostałe 80%) będą to zmiany powiązane z naszym np. wyglądem, wystrojem otoczenia, partnerem (nie znaczy to, że odrazu zmieniamy partnera, raczej pożądamy aby on coś zmienił w sobie dla nas 🙂 itp.

Podobnie rzecz się ma z pracą, oceniam, iż jeżeli pracownik nie jest poddawany zmianom w cyklu średnim ok 3 lat, traci swoją wydajność i popada w rutynę. A że, rzadko kiedy chcę się ludziom zmieniać samodzielnie, z własne inicjatywy swój wymiar zawodowy, konieczność ta spada na pracodawcę. Niestety większość ludzi jest założenia mocno ergonomiczna, czyli nie chcę się im robić wysiłku ponad normę uznawaną przez nie za konieczną.

2. Droga druga jest gorsza zarówno pracownikowi jak i pracodawcy. Rozpoczyna się (jak ja to nazywam) okres „gnicia” pracownika. Stąd się biorą w kadrze tzw. zgniłe jabłka, które zatruwają otoczenie i które należy bez sentymentu wyrzucić. Ponieważ malkontenctwo i narzekanie na wszystko i wszystkich dookoła więcej przynosi strat niż możliwe plusy z racji np. ich doświadczenia. Zespół obciążony „zgniłymi i trującymi” jednostkami jest średnio ok 30%-40% mniej wydajny. A samo gnicie bywa zaraźliwe czyli rozprzestrzenia się na jednostki mniej odporne.

Tak czy inaczej okres postrzegany jako wypalenie jest konieczny, jest to przedsionek do zmian, które każdy musi wprowadzać w swoim życiu.  Jest to też determinant postępu. Jeżeli ludzi nie nudziłby bieżący stan rzeczy nie szukaliby nowych rozwiązań, nie powstawałyby wynalazki (albo byłoby to na pewno rzadziej). Charakter człowieka jest tak skonstruowany, iż tkwienie dłuższy czas w niezmiennej rzeczywistość rodzi frustrację.  

To tak jak z kryzysem, nasza ocena tego zjawiska będzie miała miejsce na podstawie jak zostanie rozwiązany, jak się nam zakończy, dobrze czy źle. Ponieważ wbrew pozorom z natury kryzys jest zawsze pozytywny, ponieważ pobudza do refleksji, poszukiwań, zmian które mają miejsce w nas i naszym otoczeniu. To jest cały sekret wypalenia, które przecież jest swoistą odmianą kryzysu.

Wchodząc głębiej:

Jeżeli jakiemuś zajęciu wykonywanemu przeze mnie nie towarzyszą: głębsze wartości, pasja, spełnianie się i związane z tym zaangażowanie, wcześniej czy później odejdę w rutynę, lub się wypalę (stracę chęć wykonywania danych czynności), ostatecznie zrezygnuję lub podziękują mi.

Oczywiście wchodzimy już tutaj w materię egzystencjonalną ale nie można całkowicie oderwać pracy od życia, skoro stanowi ona jego nieodłączny element i wypełnia niemal w 1/3. W związku z czym jeżeli w życiu brakuje mi poczucia sensu, jeżeli nie odkrywam w nim głębszych, ponadczasowych wartości, jak mogę to zrobić w pracy?

Niektórzy są szczęśliwi ponieważ odkryli, że to jest stan wewnętrzny, stan ducha, inni zawsze będą poszukiwali „czegoś” i warunkowali swoje szczęście od czynników zewnętrznych. Jak kupię samochód będę szczęśliwy, jak będę miał mieszkanie będę szczęśliwy, jak postawię dom będę szczęśliwy, jak będę  miał jeszcze większy dom i jacht …itd.

Na przekór losowi, albo własnie dzięki niemu, czy Sile Wyższej, czasami nawet wszystko udaję się zdobyć, a szczęścia jak nie było tak i nie ma dalej.

Podobnie bywa z motywacją, jeżeli będę oczekiwał, że inni będą mnie pozytywnie motywowali, będę poszukiwał źródeł swoich działań w oparciu o innych ludzi, wówczas najprawdopodobniej się zawiodę. Miałem kiedyś zawodnika który mówił, Darek ja będę przychodził codziennie rano do Ciebie żebyś mnie motywował. Ponieważ jak porozmawiam z Tobą to mi się chce pracować i sprzedawać. Natomiast bez tego jakoś tak nie bardzo. Niestety albo stety kariery nie zrobił.

Należy odróżnić 2 sfery naszych działań w świecie rzeczywistym. Zawodowa vs. osobista. Cokolwiek się dzieje w pracy, porażki i trudne dni są jej naturalnym elementem, nie powinno to rzutować na naszą samoocenę. Bez porażek nie ma nauki, nie ma rozwoju, postępu, odkryć. Einstein największych odkryć dokonywał prawie zawsze wówczas gdy już wątpił przygnieciony porażkami. Dlatego też my, również winniśmy dopuszczać porażki jako naturalny element rozwoju. A z drugiej strony musimy dbać aby niepowodzenia zawodowe nie osadziły się na mojej samoocenie i systemie wartości.

Bez etyki, moralności zabijamy swoje serce i stajemy się puści. Kończymy w uzależnieniach od naprawdę przeróżnych zniewalaczy, dotyczyć to może i pracy.

Jeżeli zadaję sobie pytania o:
– sens życia?
– jak je godnie przeżyć?
– po co się trudzić?
– dlaczego niesłusznie cierpimy?
– po co mam się użerać z otoczeniem/środowiskiem?
itd. itd. itd. itd.

Tak samo będę zadawał sobie pytanie o sens mojej pracy. Co ona mi daję, czy jest celem samym w sobie, czy drogą do celu. A wszystko się zmienia i ewoluuje . Przez całe życie usiłuję określić gdzie leży kres moich możliwości i nie potrafię, ponieważ własnie wszystko się zmienia. A wątpliwości, kryzysy popychają mnie do przodu. I być może zła decyzja jest lepsza od żadnej.

Kończąc te moje myśli, może trochę rozstrzelone i nie uczesane, wszystko można przekuć na dobro. W myśl powiedzonka, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Warunek musimy być mocno osadzeni w dobrych wartościach.

Opublikowano czyli po godzinach..., Przemyślenia, Różne | Otagowano , , , | Skomentuj

Zastój w biznesie …?

Jestem przekonany, że zarówno w życiu osobistym, jak również biznesie zdarza się czas, kiedy czujemy jak by wszystko się zatrzymało, albo nic nie idzie tak jak byśmy tego chcieli.

A najczęściej jedno i drugie.

I wiecie co to dobrze, że tak jest.

Śmiem twierdzić, że tylko taki czas, który nazwiemy trudnym, jest nam najbardziej potrzebny. Tylko wówczas rodzą się idee ktore zmieniają świat. Nie w czasie kiedy nam jest dobrze, kiedy trwamy w poczuciu sukcesu. Tylko gdy nas boli to szukamy środków który ten ból uśmierzą.

Ktoś kiedyś powiedział, że prosi Boga aby nie było mu dane poczuć się komfortowo, wygodnie, ponieważ wówczas królem staje się lenistwo. Nie mówię, że zawsze, że u każdego tak samo, ale niewątpliwie tak się dzieje, im wygodniej nam, tym większa pokusa aby nic nie robić.

Dopóki walczysz jesteś zwyciężcą.

Dopóki idziesz odkrywasz nową drogę.

Dopóki pragniesz cały świat Ci sprzyja.

Idź dalej, nawet najdłuższa noc nie trwa wiecznie, przyszłość jaśnieje blaskiem świtu.

cdn.

Opublikowano czyli po godzinach..., Różne | Otagowano , , , | Skomentuj